Nigdy nie pilotowałam samolotu (tak się to mówi? 😉). Wyobrażam sobie jednak, że to okropnie trudne zadanie.
Myślę, że nasze życie jest trochę jak pilotowanie tej wielkiej maszyny.
Żeby lecieć bezpiecznie, trzeba uwzględnić wiele czynników.
Pogoda – czyli rzeczywistość.
Fakty, których nie możemy zmienić, a jedynie zrozumieć i uwzględnić w trakcie lotu.
Radar i instrumenty – czyli nasz umysł.
To narzędzie interpretacji, a nie prawda sama w sobie.
Pilot, odczytując dane, musi pamiętać, że mogą być zniekształcone przez zakłócenia.
Potrzebuje świadomości, skąd te zakłócenia mogą się brać.
Czujniki ostrzegawcze i alarmy – to nasze emocje.
Pełnią funkcję informacyjną o naszych potrzebach.
Zupełnie jak wskaźnik pokazujący, że kończy się paliwo.
Silnik i hydraulika – to nasz układ nerwowy.
System energetyczny, który decyduje o naszej mocy i stabilności.
Jego regulacja jest niezbędna, żeby maszyna mogła działać sprawnie.
Pilot – czyli nasz wewnętrzny obserwator.
Kluczowy element całego systemu.
Pilot korzysta ze wszystkich tych systemów, ale nimi nie jest.
To on podejmuje decyzje.
To on wybiera, w jaki sposób użyje maszyny.
I to on ponosi odpowiedzialność za kierunek lotu.