Wiedza psychologiczna ułatwia życie. Czy wystarcza? Nie zawsze. Czasem dopiero informacje zwrotne od innych ludzi pomagają nam dostrzec to, co wcześniej pozostawało poza naszą uwagą.
To było wczoraj.
W końcu zaczęłam rozumieć. Małe kawałki układanki zaczęły tworzyć spójną całość. Kilka sytuacji, które wcześniej wydawały mi się niezwiązane, zaczęło układać się w pewien wzór.
Zobaczyłam możliwość, której wcześniej nie brałam pod uwagę.
A właściwie: której nie potrafiłam dostrzec, kiedy te sytuacje się wydarzały.
Od mandatu wszystko się zaczęło
To było pół roku temu. Jechałam samochodem, gdy nagle jadący za mną pojazd włączył policyjne sygnały.
Ale że co? Ja?
Byłam szczerze zaskoczona. Przecież jechałam zgodnie z przepisami. O co może chodzić?
Okazało się, że nie zauważyłam pieszego oczekującego przed przejściem. Nie ustąpiłam mu pierwszeństwa.
Jaki pieszy?
Z trudem przypominałam sobie, że w ogóle było tam przejście.
Mandat i punkty karne wydały mi się niewspółmierne do tego, co się wydarzyło. Czułam, że spotkała mnie krzywda.
Opowiadałam o tym zdarzeniu. Szukałam kogoś, kto przyzna mi rację. Kogoś, kto powie: „To bez sensu. Każdemu mogło się zdarzyć”.
Nie znajdowałam zrozumienia. Zamiast ulgi pojawiało się jeszcze większe poczucie krzywdy.
Oczywiście starałam się być uważniejsza na drodze. Ale kiedy wracałam myślami do tamtej sytuacji, wciąż widziałam przede wszystkim niesprawiedliwą karę.
Dopiero później przyszło mi do głowy inne pytanie: a jeśli w tej historii było coś, czego wtedy nie potrafiłam zobaczyć?
Kolejny sygnał od życia
Z czasem zaczęłam dostawać równie niezrozumiałe sygnały od osób z mojego najbliższego otoczenia.
Zwracano mi uwagę na zachowania, które były odbierane jako przykre. Trudno było mi się z tym zgodzić. Byłam przekonana, że mam dobre intencje, a w codziennym życiu jestem przede wszystkim nastawiona na troszczenie się o innych.
Jednocześnie coś nie dawało mi spokoju.
Skoro moje zachowanie bywa odbierane inaczej, niż zamierzam, może to oznaczać, że gdzieś pojawia się rozbieżność. Ale na razie uznawałam, że problem nie leży po mojej stronie. Przecież wiedziałam, jakie mam intencje.
Zaniepokoiło mnie jednak to, że podobne sygnały zaczęły pojawiać się w różnych obszarach mojego życia. Nie musiały oznaczać, że każda z tych osób trafnie interpretowała moje zachowanie. Ich powtarzalność była jednak informacją, której nie chciałam już pomijać.
Kiedy wracałam pamięcią do tych sytuacji, nadal widziałam siebie jako osobę życzliwą i otwartą na drugiego człowieka.
Miałam więc w głowie dwa obrazy, które trudno było ze sobą pogodzić:
- siebie — jako osobę, która chce dobrze i troszczy się o innych;
- ludzi, którzy sygnalizowali, że moje zachowanie bywa dla nich przykre.
Jak to możliwe, że oba te obrazy mogą być prawdziwe?
Parking, który połączył wszystkie kropki
Wczoraj wracałam z pracy. Byłam zatopiona w myślach o tym, co przeżyłam, i o tym, że dzieci chcą, żebym jak najszybciej była w domu.
Na parkingu przed budynkiem zrobił się niewielki zator. Było kilka samochodów, ale mnie udało się znaleźć miejsce tuż przy drzwiach wejściowych.
Świetnie! Ucieszyłam się.
Za sobą usłyszałam trąbienie. Pomyślałam, że pewnie nie chodzi o mnie.
Po chwili zobaczyłam zdenerwowanego pana, który powiedział, że chciał w tym miejscu zaparkować tyłem.
Okazało się, że zajęłam miejsce, na którym zamierzał zaparkować. Sytuacja rozwiązała się pozytywnie — pozdrawiam Sąsiada 😊 — ale ja właśnie wtedy zaczęłam łączyć fakty.
W tamtej chwili skupiałam się na własnym zmęczeniu, myślach i potrzebie szybkiego dotarcia do domu. Nie uwzględniłam zamiaru drugiego kierowcy. Nie przyszło mi do głowy, że miejsce, które właśnie znalazłam, ktoś inny również mógł uważać za swoją możliwość zaparkowania.
To była drobna sytuacja. Sama w sobie nie dowodzi niczego szczególnego. Ale w połączeniu z wcześniejszymi doświadczeniami stała się dla mnie ważnym sygnałem.
Zaczęłam się zastanawiać: jak to możliwe, że nie zauważam czegoś, co dla kogoś innego jest tak oczywiste?
Czy umysł może sprawić, że czegoś nie zauważamy?
Kiedy myślimy o własnym zachowaniu, często koncentrujemy się na intencjach. Wiemy, co chcieliśmy zrobić, dlaczego podjęliśmy decyzję i jak rozumieliśmy sytuację.
Znacznie trudniej może być nam dostrzec wszystko, co działo się poza polem naszej uwagi. Nasz odbiór sytuacji zależy między innymi od tego, na czym się skupiamy, jakie mamy wcześniejsze doświadczenia, co czujemy i jak interpretujemy zachowania innych osób. Przeciążenie może dodatkowo utrudniać uwzględnianie wielu informacji jednocześnie.
Jest jednak jeszcze inna możliwość. Czasem docierają do nas informacje, które trudno pogodzić z tym, co już o sobie myślimy.
W psychologii napięcie związane z takimi rozbieżnościami opisuje pojęcie dysonansu poznawczego. Może pojawić się wtedy, gdy nasze przekonania, zachowanie lub ważne elementy obrazu siebie pozostają ze sobą w sprzeczności.
Jak radzimy sobie z tym napięciem? Jedną z możliwości jest zmiana przekonań lub spojrzenia na własne zachowanie. Nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza gdy nowe informacje podważają coś ważnego w naszym obrazie siebie. Możemy wtedy szukać wyjaśnień, które pozwolą nam zachować dotychczasowe przekonania: przypominać sobie własne dobre intencje, szukać argumentów przemawiających na naszą korzyść albo uznawać, że druga osoba źle nas zrozumiała.
Takie wyjaśnienie nie musi być błędne. Być może rzeczywiście zostaliśmy źle zrozumiani. Trudność pojawia się wtedy, gdy zbyt szybko uznajemy własną interpretację za jedyną możliwą i przestajemy brać pod uwagę informacje, które mogłyby ją uzupełnić.
Co mogę zrobić z tym odkryciem?
Nie chcę na podstawie kilku zdarzeń wydawać o sobie ostatecznego wyroku. Chcę zrozumieć, co je łączy, i sprawdzić, czy rzeczywiście powtarzam określony sposób reagowania.
Wiedza psychologiczna pomaga mi zadawać pytania. Nie daje jednak automatycznej odpowiedzi na każde pytanie dotyczące mnie samej.
Potrzebuję obserwacji, rozmowy, czasu i gotowości do przyjęcia informacji, które mogą być trudne do pogodzenia z moim obrazem siebie.
Może właśnie na tym polega jedna z ważnych umiejętności: potrafić jednocześnie uznać własne intencje i zainteresować się skutkami własnego działania.
Czasem pierwszy krok do zmiany pojawia się wtedy, gdy dopuszczamy możliwość, że nasz obraz sytuacji nie obejmuje wszystkiego.
A kiedy zaczynamy dostrzegać własne ograniczenia, pojawia się kolejne pytanie: co wpływa na nasze reakcje i jak możemy nauczyć się działać inaczej?
Ciąg dalszy nastąpi.
